Fotografia Juliana Tuwima z żoną Stefanią

Przedmiot: Fotografia Juliana Tuwima z żoną Stefanią
Autor: Nieznany
Sygnatura: MHMŁ/L/959
Materiał: papier
Technika: fotografia
Wymiary: Wys.17,5 cm, szer. 12,5 cm
Opis: Fotografia portretowa przedstawiająca Juliana Tuwima i jego żonę Stefanię

„Nie ma ziemi i nieba, otchłani i piekła,
Jest tylko Beatrycze…”

Jan Lechoń.

Beatrycze - „Panna, Madonna, legenda tych lat” - pochodziła z Tomaszowa Mazowieckiego. Nazywała się Stefania Marchew i znajdującym się powyżej dwuwierszem Julian Tuwim zadedykował jej –wtedy już swojej żonie - tomik „Siódma Jesień”, w którym znalazły się wiersze pisane w czasie siedmiu lat ich znajomości poprzedzających małżeństwo.
Stefania urodziła się w rodzinie żydowskiej; była córką  Jakuba Ber-Marchew - prokurenta fabryki sukna M. Salomonowicza w Tomaszowie Mazowieckim i śpiewaczki Gustawy Gitli Dońskiej.

Julian i Stefania poznali się w Łodzi w 1912 roku. Młody poeta spacerując  11 kwietnia ulicą Piotrkowską zobaczył ją, kiedy przejeżdżała dorożką.  Jak wspominał potem, była to miłość od pierwszego wejrzenia, „ta największa, ta co o życiu całym decydowała”. Zostali sobie przedstawieni dzięki koledze Juliana, a kiedy po pięciu dniach Stefania wróciła do Tomaszowa, Tuwim zaczął tęsknić i pisać miłosne listy – które często przybierały formę nie wysyłanych z początku wierszy. Zostały one wydane dopiero w 1922 roku właśnie w formie tomiku „Siódma Jesień”, i to z niego pochodzą jedne z najpiękniejszych liryków miłosnych znane w dużej mierze także dzięki temu, że stały się słowami piosenek takich jak zaczynające się od słów „Mimozami jesień się zaczyna…” „Wspomnienie”  Czesława Niemena, czy też „Przy okrągłym stole” - czyli „Tomaszów” śpiewany przez Ewę Demarczyk do muzyki Zygmunta Koniecznego.
Po siedmiu latach starań, które znalazły swoje odbicie w tych wierszach Julianowi Tuwimowi, wówczas już cenionemu i jednemu z najpopularniejszych poetów dwudziestolecia międzywojennego, udało się poślubić ukochaną Stefanię. Ślub wzięli 30 kwietnia 1919 roku w nieistniejącej już (zniszczonej przez Niemców w czasie II wojny światowej) najwspanialszej łódzkiej synagodze - Wielkiej Synagodze Reformowanej przy ul. Spacerowej, dziś Al. Kościuszki. Wesele odbyło  się w domu stryja Stefanii przy ul. Krótkiej, a przyjęcie dla przyjaciół w Warszawie, w knajpie zwanej Mordownią przy rogu ulic Marszałkowskiej i Siennej. Wśród gości było wielu poetów, m.in. uwielbiany przez Tuwima Leopold Staff i Jarosław Iwaszkiewicz.
Dokumentem początków ich wspólnego życia może być intercyza, jaką przed ślubem spisali narzeczeni:

„Marchew wnosi 50 000 marek (w gotówce 20 000 marek, 30 000 marek wnosi w wyprawie ślubnej: garderoba i meble, skórzana kanapa, 12 krzeseł, pianino firmy C.M. Schroeder, 6 obrazów olejnych, biblioteka ze 100 tomami książek, 4 lichtarze srebrne, łyżeczki do herbaty, dwa dywany perskie, lustro-tremo, lampa wisząca, skrzynie do węgla z drzewa sosnowego, całkowite urządzenie kuchni, a także  rozmaite drobiazgi służące do upiększenia mieszkania). J. Tuwim oświadczył, że swojego stanu majątkowego nie podaje i że wyprawę 20 000 marek w gotówce otrzymał przed zawarciem niniejszego aktu i że wyprawę ślubną w cenie ogólnej 30 000 marek polskich przyjmuje”.

Po ślubie Tuwimowie zamieszkali w Warszawie, u brata matki na ul. Królewskiej 41. W czasie wojny udało im się wyemigrować przez Francję i Portugalię do Ameryki Południowej i  Stanów Zjednoczonych. Tam Tuwim napisał „Kwiaty polskie”, jeden ze swoich najwspanialszych poematów, poświęcony w dużej mierze Łodzi jako mieście swojej młodości.  Jeden z jego fragmentów to również zainspirowany wspomnieniami związanymi ze Stefanią „Grande Valse Brillante” znany w wykonaniu Ewy Demarczyk. Po powrocie z emigracji Tuwimowie adoptowali córkę Ewę. Julian Tuwim zmarł w 1953 roku w Zakopanem, Stefania przeżyła go o 38 lat i zmarła w 1991 roku w Warszawie. Pochowani  zostali we wspólnym grobie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.
Ta wspólna fotografia została zrobiona przypuszczalnie w Warszawie, a do zbiorów Muzeum Miasta Łodzi  w 2001 roku podarowała ją Halina Shneiderman, mieszkająca w Izraelu wdowa po żydowskim dziennikarzu, który spotykał się i korespondował z Tuwimem w latach 40.
Pozujące do zdjęcia postacie stanowią oś przedstawienia. Elegancko ubrani Tuwim z żoną odcinają się od szarego tynku ściany, w której otwiera się okno balkonowe stanowiące wejście do mieszkania. Widać przez nie skrawek ich codzienności – kwiecistą tkaninę okrywającą stojący przy oknie mebel. Mimo że młodzieńczo uśmiechnięta Stefania jest częściowo schowana za mężem, to jej ręka obejmuje go silnym gestem, a stanowczo spoglądający w obiektyw siwy już poeta zdaje się na niej opierać. To dobra ilustracja ich związku – według przekazów Stefania była nie tylko natchnieniem i muzą poety, ale też osobą praktyczną, która dbała o ich wspólne życie i troszczyła się o niepraktycznego poetę. Mimo że Stefania i Julian od chwili ślubu niemal się nie rozstawali, to jak można odczytać między wersami wielu jego wierszy czasem było im do siebie bliżej (jak w przepełnionym uczuciem wierszu  „Siódma jesień”*), a czasem oddalali się od siebie (przejmujący „Ostry erotyk”** z tego samego tomiku ). Jednak mimo że ich związek nie był aż tak idealny, jak chciałaby to widzieć legenda, to na tej fotografii ich sylwetki układają się w kształt serca.

Opracowała Marta Skłodowska, Dział Kultury

*Siódma jesień

„Przyszła ciszą miłosierna Kseni:
Siódma jesień - najzłotsza, najsłodsza
Z wszystkich złotych i słodkich jesieni.

Moja jedna - jedyna - kochana!

Przyszła ciszą-drogą długich cieni,
Naszych cieni od dawnych jesieni,
I wszeptała się w nas, zadumana...

Moja jedna - jedyna - kochana!

Tyś ta sama - o siedem lat młodsza,
Prześwietlona, wypatrzona wzrokiem,
Smętniejącym w życiu z każdym rokiem
I stęsknionym tej świętej jesieni,
Co na zawsze się w duszę wpromieni!...

No i przyszła - najsłodsza, najzłotsza,
Przyszła ciszą - drogą naszych cieni...
Jeno patrzeć - a park się rozszumi,
Moja jedna - jedyna - kochana!
Jeno patrzeć - a lata dziecięce,
Moja jedna - jedyna - kochana,

Zaniemówią w nas szczęściem i trwogą,
I wzruszeniem nam głos się przytłumi,
I ściśniemy po raz pierwszy ręce,
Co już nigdy się żegnać nie mogą!
I znów, drżeniem sprzed laty wzruszeni,
Rozwiośnimy się w pierwszej jesieni,
Moja jedna - jedyna - kochana,
Zawsze tamta i zawsze ta sama,
Z mojej pierwszej i siódmej jesieni!

Julian Tuwim, z tomiku „Siódma jesień”, 1922.

** Ostry erotyk

Składałem ci wizyty,
Okrutnie niezdobytej,
Nerwowo, gorączkowo
Bredziłem chorą mową,
Wierszami cię męczyłem,
Łamałem każde słowo,
Do krwi je w zębach gryzłem,
Dawałem rozgryzione,
Zgniecione, rozkrwawione,
Przebite każdym zmysłem:
"Patrz!"

Składałem ci wizyty,
Nieznanej, głuchej, skrytej,
Słuchały meble święte
Tyrady niepojętej,
Tyrańskiej i cierniowej,
Gwałtownej, rozedrganej.
Słuchały mojej mowy
O ustach, piersiach, szczęściu -
Nierozdrapane ściany,
Nieposzarpane łóżko,
Nierozwalony pięścią
Stół.

Tęsknotą dziś przeszyty,
Tu przy samotnym stole,
Schwytany w widm niewolę,
Na tysiąc dni rozbity,
Gromadzę te wizyty
W kłąb jeden opętany.
W nerw jeden - wszystkie rany,
Ach, dzisiaj już szczęśliwy,
Ach, dzisiaj już kochany,
Daleki i pijany
Mąż
.

Julian Tuwim, z tomiku „Siódma jesień”, 1922.

Drukuj Share on FaceBook